Wszelka zbieżność nazwisk z Agentem 007 jest zupełnie przypadkowa, choć Michael Bond też ma w swoim życiorysie służbę dla Jej Królewskiej Mości. Podczas II wojny światowej służył najpierw w Royal Air Force, a potem w piechocie w Middlesex Regiment. Jest także Oficerem Orderu Imperium Brytyjskiego, a stał się nim z powodu, który można streścić słowami: myśląc Michael Bond, myśli się od razu Miś Paddington. I tak już pewnie będzie zawsze, niezależnie od wszystkich innych książek (a było ich trochę, także dla dorosłego czytelnika), jakie wyszły czy wyjdą spod pióra pisarza.

 

Michael Bond (ur. 13 stycznia 1926 roku w Newbury) dorastał w otoczeniu książek i zwierząt. O wiele bardziej lubił czytać niż chodzić do szkoły. A jego wspaniała, trwająca do dziś, przygoda z pisaniem rozpoczęła się w 1945 roku, kiedy pracował w BBC. Początkowo były to opowiadania, nie zawsze akceptowane przez redakcje i wydawców, którzy je otrzymywali. Tak było do wigilii Bożego Narodzenia 1957 roku.

Tego dnia Michael Bond wstąpił do jednego z londyńskich sklepów, aby kupić prezent dal żony. Tam, na jednej z półek, dostrzegł  bardzo smutnego – jak mu się wydało – pluszowego misia, pewnie dlatego, że nikt nie chciał go kupić. „Kupiłem go więc, a ponieważ mieszkaliśmy wtedy obok stacji Paddington, nadaliśmy mu imię Paddington. Siedział sobie na półce w naszym jednopokojowym mieszkaniu, aż któregoś dnia, kiedy tkwiłem przed czystą kartką papieru i zastanawiałem się co napisać,  zacząłem od niechcenia wystukiwać na maszynie słowa: „Państwo Brown po raz pierwszy ujrzeli Paddingtona na peronie stacji kolejowej. I właśnie to sprawiło, że Paddington otrzymał takie niezwykłe jak na misia imię. Paddington bowiem jest nazwą stacji kolejowej w Londynie.” I tak zaczęło się to zupełnie zwyczajnie, bez trzęsienia ziemi, a jednak całkowicie odmieniło moje życie... Mimo woli, stałem się autorem książek dla dzieci”, wspomina Bond w „Something about the Author Autobiography Series”. „Miś zwany Paddington” ukazał się po raz pierwszy w 1958 roku i właściwie od razu wszedł do światowego kanonu dziecięcej literatury. A po nim pojawiły się kolejne tomy.

Michael Bond stworzył wspaniałą galerię dziecięcych bohaterów, wśród których poza misiem Paddingtonem są: świnka morska Olga da Polga, mysz Thursday, lew Parsley i pancernik J.D.Polson. Napisał też serię „dorosłych” książek detektywistycznych  „Monsieur Pamplemousse”, w których tytułowy bohater ma wiernego i zaufanego przyjaciela, psa myśliwskiego o imieniu Pommes Frites, czyli frytki.

W czym tkwi sekret doskonałości i niezwykłości pisarstwa Michaela Bonda? Za odpowiedź niech starczą jego własne słowa z cytowanej wyżej książki: „Jedną z przyjemniejszych rzeczy w pisaniu dla dzieci jest ich wiara w to, że fantastyczny świat opisany w książce, naprawdę istnieje. Dasz dziecku patyk i wskażesz skrawek mokrego piasku, a narysuje łódkę i ona będzie prawdziwa. Wiem też, że aby stwarzać taki nierzeczywisty, bajkowy świat, trzeba samemu w niego wierzyć. Jeśli autor nie wierzy w swoje wymyślone opowieści i postaci, to inni też nie uwierzą. Paddington jest dla mnie, i zawsze był, kimś kto naprawdę istnieje.”